W dniu dzisiejszym w murach Zespołu Szkół im. Leokadii Bergerowej w Płocku, gościliśmy
grupę "Transit Team 7". Byli wśród nas: Mpumi z RPA [z
afrykańskim entuzjazmem i radością życia], pochodząca z USA Caitie [pasjonatka fotografowania ze
stanu Wisconsin], JungEun z Korei Południowej [skromna dziewczyna, w tradycyjnym
koreańskim stroju], Rory z Irlandii Północnej [w połowie Irlandczyk i w
połowie Anglik] oraz najmłodsza z grupy 18-letnia Grace z USA [pełna wdzięczności dziewczyna ze stanu
Washington].
Każdy z naszych gości przygotował krótką prezentację
dotyczącą historii, społeczeństwa i geografii swojego kraju. Był też czas na
indywidualne rozmowy i pytania. Mpumi uraczył nas także dźwiękami swojego
plemiennego języka [pełnego zadziwiających „kląsknięć”].
Inicjatywa „Transit Team 7” jest częścią
międzykulturowego projektu realizowanego przez OM. Operation Mobilisation (w
skrócie OM) to chrześcijańska organizacja, która powstała w 1957 roku z
inicjatywy George’a Verwera, a obecnie działa w przeszło 110 krajach, w tym
posiada swoje przedstawicielstwo w Polsce [Kutno].
Więcej o grupie można znaleźć na blogu, dokumentującym
ich podroż: http://transitteam7.blogspot.co.uk
Aby poznawać ciekawych ludzi i posiąść szersze spojrzenie na świat, w którym żyjemy. Z pragnienia ukazywania rzeczywistości z chrześcijańskiej (biblijnej) perspektywy. By inspirować i zachęcać do "szlachetnego postępowania". Z wdzięczności dla tych, którzy mieli odwagę, by przekuć swoje marzenia na działanie i połączyli swoje pasje z intensywną pracą.
czwartek, 31 października 2013
sobota, 24 sierpnia 2013
MUZUNGU
Dla
wszystkich, którzy pamiętają naszych szkolnych gości w Zespole Szkół im. Leokadii Bergerowej w Płocku, Honoratę i Piotra
Wąsowskich, polecam ciekawy artykuł: MUZUNGU W "KOSZU" AFRYKI [link
do artykułu poniżej]
http://fabrykapodroznika.pl/muzungu-w-koszu-afryki/
http://fabrykapodroznika.pl/muzungu-w-koszu-afryki/
wtorek, 23 października 2012
O RWANDZIE Z WIOLETĄ DĄBROWSKĄ
W dniu dzisiejszym gościliśmy p. Wioletę Dąbrowską, misjonarkę pracującą wśród
sierot w Rwandzie.
Pani Wioleta pokazała nam, jak miłość może przynieść odmianę do życia. Historia p. Wiolety to historia Bożej miłości. Doświadczenie miłości Boga Ojca, poprowadziło naszego gościa do Rwandyjskich sierot, by okazać miłość tym, którzy jej najbardziej potrzebują. Usłyszeliśmy opowieść dziewczynce imieniem Gemi, która z trafiając do domu dla sierot z powodu dramatycznych przeżyć była zamknięta w sobie i niezdolna do okazywania uczuć. Dziś, w rezultacie okazywanej jej miłości, jest innym dzieckiem. Uśmiechnięta i przekonana, że jest Ktoś, dzięki komu nie musi doświadczać samotności, strachu. Miłość przemienia!
Nasz gość wielokrotnie wskazywał na praktyczny wymiar okazywanej miłości. Nie
wystarczy powiedzieć, kocham cię i jest mi przykro, że jesteś głodny, bosy,
chory... Miłość prowadzi do działania, by deficyt został zaspokojony.
Przykładem takiego praktycznego działania wśród mieszkańców jednej z Rwandyjskich wiosek, gdzie problem głodu jest czymś rzeczywistym, była operacja KOZA. Dwadzieścia najbiedniejszych rodzin otrzymało dzięki finansom z Polski kozy. Koza to wiele pożytku i szereg możliwości!
Pani Wioleta mówiła też, że Afryka uczy ją wdzięczności. Wdzięczności za to co mamy i posiadamy, choć czasami wydaje się, że to tak niewiele... Ale wdzięczność, w przeciwieństwie do narzekania przynosi pomnożenie. Możemy okazywać wdzięczność za dach nad głową, prąd, codzienne posiłki, możliwość edukacji i wiele innych rzeczy które dla wielu ludzi na świecie są często nieosiągalnym marzeniem...
Bądźmy wdzięczni i rozejrzyjmy się dookoła, może ktoś potrzebuje naszej miłości? A najważniejsze uczmy się doświadczać miłości Tego, który nie tylko dla p. Wiolety chce być Tatą – kimś bliskim i realnym.
Pani Wioleta pokazała nam, jak miłość może przynieść odmianę do życia. Historia p. Wiolety to historia Bożej miłości. Doświadczenie miłości Boga Ojca, poprowadziło naszego gościa do Rwandyjskich sierot, by okazać miłość tym, którzy jej najbardziej potrzebują. Usłyszeliśmy opowieść dziewczynce imieniem Gemi, która z trafiając do domu dla sierot z powodu dramatycznych przeżyć była zamknięta w sobie i niezdolna do okazywania uczuć. Dziś, w rezultacie okazywanej jej miłości, jest innym dzieckiem. Uśmiechnięta i przekonana, że jest Ktoś, dzięki komu nie musi doświadczać samotności, strachu. Miłość przemienia!
![]() |
| GEMI |
Przykładem takiego praktycznego działania wśród mieszkańców jednej z Rwandyjskich wiosek, gdzie problem głodu jest czymś rzeczywistym, była operacja KOZA. Dwadzieścia najbiedniejszych rodzin otrzymało dzięki finansom z Polski kozy. Koza to wiele pożytku i szereg możliwości!
Pani Wioleta mówiła też, że Afryka uczy ją wdzięczności. Wdzięczności za to co mamy i posiadamy, choć czasami wydaje się, że to tak niewiele... Ale wdzięczność, w przeciwieństwie do narzekania przynosi pomnożenie. Możemy okazywać wdzięczność za dach nad głową, prąd, codzienne posiłki, możliwość edukacji i wiele innych rzeczy które dla wielu ludzi na świecie są często nieosiągalnym marzeniem...
Bądźmy wdzięczni i rozejrzyjmy się dookoła, może ktoś potrzebuje naszej miłości? A najważniejsze uczmy się doświadczać miłości Tego, który nie tylko dla p. Wiolety chce być Tatą – kimś bliskim i realnym.
wtorek, 16 października 2012
BLISKIE SPOTKANIE Z RWANDĄ - ZAPOWIEDŹ
Ojcem dla sierot i dla wdów opiekunem jest Bóg
Warto wiedzieć, że:
- w 1994 roku w Rwandzie zamordowano od 800 000 do 1 miliona ludzi
- ludobójstwo trwało 100 dni
- ofiarami byli głównie przedstawiciele plemienia Tutsi, a mordowali głównie Hutu
- mordercami stawali się zwykli ludzie, zabijali swoich sąsiadów, znajomych...
Prosper Harerimana [Rwandyjczyk z plemienia Hutu] powiedział: "Rwandyjczycy przebaczają sobie, choć jeszcze długa droga przed nami. Nikogo nie można zmusić do przebaczenia i trzeba to zaakceptować. Ale odczuwamy wspólną odpowiedzialność, by odbudować nasz kraj. A to się nie dokona bez przebaczenia. Dlatego w przebaczeniu szukamy nowego życia." [źródło: gosc.pl]
Psalm 68:6
22 października naszym gościem w szkole będzie p. Wioleta Dąbrowska [na fotografii obok], wolontariuszka pracująca wśród sierot w Rwandzie, autorka bloga http://wioletawafryce.blogspot.com/
Pani Wioleta współpracuje z chrześcijańską organizacją VCI (Victory Churches International), której działalność obejmuje 43 kraje na świecie. W 2007 roku organizacja założyła sierociniec w Rwandzie (Victory Family Home for Champions), gdzie w chwili obecnej (2012r.) mieszka 60 dzieci. Dzieci będące pod opieką pracowników domu dziecka, otrzymują niezbędną do życia pomoc, edukację i opiekę medyczną.
22 października naszym gościem w szkole będzie p. Wioleta Dąbrowska [na fotografii obok], wolontariuszka pracująca wśród sierot w Rwandzie, autorka bloga http://wioletawafryce.blogspot.com/
Pani Wioleta współpracuje z chrześcijańską organizacją VCI (Victory Churches International), której działalność obejmuje 43 kraje na świecie. W 2007 roku organizacja założyła sierociniec w Rwandzie (Victory Family Home for Champions), gdzie w chwili obecnej (2012r.) mieszka 60 dzieci. Dzieci będące pod opieką pracowników domu dziecka, otrzymują niezbędną do życia pomoc, edukację i opiekę medyczną.
Warto wiedzieć, że:
- w 1994 roku w Rwandzie zamordowano od 800 000 do 1 miliona ludzi
- ludobójstwo trwało 100 dni
- ofiarami byli głównie przedstawiciele plemienia Tutsi, a mordowali głównie Hutu
- mordercami stawali się zwykli ludzie, zabijali swoich sąsiadów, znajomych...
Prosper Harerimana [Rwandyjczyk z plemienia Hutu] powiedział: "Rwandyjczycy przebaczają sobie, choć jeszcze długa droga przed nami. Nikogo nie można zmusić do przebaczenia i trzeba to zaakceptować. Ale odczuwamy wspólną odpowiedzialność, by odbudować nasz kraj. A to się nie dokona bez przebaczenia. Dlatego w przebaczeniu szukamy nowego życia." [źródło: gosc.pl]
wtorek, 27 marca 2012
BLISKIE SPOTKANIE Z ETIOPIĄ - KONSO, GAMO, ZAYSE I DIRASZE
Nazwy w tytule posta odnoszą się do czterech spośród ponad osiemdziesięciu grup
etnicznych, które zamieszkują Etiopię. Wszystkie te grupy plemienne objęte są
projektami alfabetyzacji i tłumaczenia Biblii. Pani Magda Staroniewicz, nasz szkolny gość,
przybliżyła nam nie tylko geografię Etiopii ale również odniosła się do
projektów upowszechniania Biblii wśród lokalnych plemion. Jako Polacy mamy
przywilej posiadać Biblię w naszym własnym języku od czasów reformacji [inną
kwestią jest fakt sięgania do jej treści]. W dostępie do Biblii jesteśmy w
pozycji uprzywilejowanej wobec ponad 4000 innych grup językowych. Staraniem
pojedynczych osób, wspólnot kościelnych i organizacji [np. Summer Institute of
Linguistics, Wycliffe Bible Translators] realizowane są projekty, które
umożliwiają dostęp do Słowa Bożego, wszędzie tam, gdzie Biblia pozostaje
"uwięzioną księgą".
Lud
Konso mieszka w osadach, gdzie rozpowszechniony jest prosty system obronny na
wypadek „inwazji” wrogich plemion. Wioska otoczona jest murem z kamieni, z
wąską bramą, którą rygluje się za pomocą drewnianych kłód. Domy [jednoizbowe, o
niewielkiej powierzchni na której żyje kilkuosobowa rodzina] mają owalny
kształt i drewnianą konstrukcję na którą nakłada się warstwy błota. Od deszczu
[w czasie krótkiej pory deszczowej] chroni dach ze strzechy. Za
posiłek służy często zagęszczona „mąką” z sorgo woda. W tym plemieniu
prowadzona jest praca tłumaczenia Biblii, by dać członkom ludu Konso możliwość
budowania wiary w Boga w oparciu o Jego Słowo. Historia tłumaczenia Biblii na
język Konso sięga lat 70-tych i wynika z determinacji jednego człowieka
imieniem Estefanos [tłumaczenie Biblii zaczęło się jeszcze za czasów
marksistowskiego reżimu w Etiopii i praca tego typu była zabroniona].
Przeciętny
mieszkaniec Etiopii zdany jest w podróżach na "publiczny" transport,
który stanowią mocno wyeksploatowane autobusy. Wraz z ludźmi autobusy przewożą
bagaże [umiejscawiane gdzie tylko jest to możliwe] i często zwierzęta. Etiopskie
drogi są w równym stopniu użytkowane są przez autobusy, pieszych i zwierzęta, a
ich jakość pozostawia wiele do życzenia :)
Tradycyjną
potrawą w Etiopii jest indżera. Jest to rodzaj pieczywa [jakby ogromnego
naleśnika] na który nakłada się sos z pikantnymi przyprawami. Indżerę spożywa
się rękoma, urywając kawałek ciasta i maczając w sosie.
wtorek, 6 grudnia 2011
BLISKIE SPOTKANIE Z UGANDĄ
Dziś (5 grudnia, 2011r) uczniowie Zespołu Szkół im.
Leokadii Bergerowej w Płocku, uczestniczyli w spotkaniu z Honoratą i Piotrem
Wąsowskimi, wolontariuszami i pracownikami „Misji dla Ugandy”.
Spotkanie przebiegało pod hasłem: UGANDA. KRAJ, GDZIE MARZENIEM DZIECI I MŁODZIEŻY JEST... CHODZIĆ DO SZKOŁY!
Nasi goście (w szczególności pani Honorata Wąsowska)
dzieli się swoim doświadczeniem pobytu i pracy wśród ugandyjskich sierot.
Spotkanie było okraszone licznymi zdjęciami nawiązującymi do prowadzonej przez
naszych gości pracy misyjnej w zachodniej Ugandzie.
Słyszeliśmy o problemach z którymi borykają się
mieszkańcy Ugandy, takich jak: niedożywienie, brak dostępu do edukacji, AIDS,
sieroctwo i wielu innych.
Mogliśmy dowiedzieć się o zaangażowaniu polskich
wolontariuszy w pracę misyjną na terenie Ugandy i licznych dobrych dziełach,
wśród których priorytetem jest edukacja.
Wszystkim zainteresowanym dziełem misyjnym w Ugandzie
polecamy stronę internetową: https://misjafryka.wordpress.com/
Podsumowaniem spotkania był cytat z książki Key Warren
pt. „Radykalne poddanie”:
„Bardzo łatwo jest nam zachowywać dystans i
powściągliwość wobec cierpienia, które przepełnia życie znacznej większości
ludzi na świecie. Przeczytałam gdzieś, że jeśli masz coś do zjedzenia w
lodówce, ubranie na sobie, dach nad głową i miejsce do spania, jesteś bogatszy
niż ponad 75% ludzi na świecie. Jeśli masz jakiekolwiek oszczędności w banku,
trochę gotówki w portfelu, jesteś pośród 8% najbogatszych ludzi na świecie -
92% musi przeżyć, mając mniej od ciebie! Jeśli twoje życie nigdy nie było
zagrożone w ogniu walk wojennych, jeśli nigdy nie doświadczyłeś samotności w
więzieniu, tortur czy głodu, jesteś w lepszej sytuacji niż ponad 500 milionów
innych ludzi na świecie. Jeśli możesz chodzić do kościoła, nie obawiając się
prześladowań, aresztowania, tortur i śmierci, jesteś bardziej uprzywilejowany,
niż 2 miliardy ludzi na świecie”.
sobota, 29 października 2011
NARODY KAUKAZU - OPOWIEŚĆ ROBERTA BORYCZKI
28 października gościem „Bliskich spotkań z…”, był Robert
Boryczka, założyciel i dziekan Szkoły Misyjnej im. Apostoła Pawła z siedzibą w
Krakowie. Pan Robert dzielił się z nami swoimi doświadczeniami z pobytu na
Kaukazie, w republice Karaczajo-Czerkieskiej.
Karaczajo-Czerkiesja to jedna z republik Rosji położonych w rejonie Północnego Kaukazu. Najliczniejszą grupą narodowościową są tam Karaczaje (około 32% ogółu ludności). Głównym miastem i stolicą republiki jest Czerkiesk (około 120 tysięcy mieszkańców).
Karaczajo-Czerkiesja to jedna z republik Rosji położonych w rejonie Północnego Kaukazu. Najliczniejszą grupą narodowościową są tam Karaczaje (około 32% ogółu ludności). Głównym miastem i stolicą republiki jest Czerkiesk (około 120 tysięcy mieszkańców).
Istnieje legenda, która mówi, że kiedyś nad Rosją leciał
anioł rozdający różne języki. Gdy przelatywał nad Kaukazem zawadził swoim
workiem o skałę i rozdarł go, a wtedy wypadły z niego dziesiątki języków.
Kaukaz jest różnorodny a historia narodów Kaukazu jest
naznaczona cierpieniem.
Z usta Pana Roberta usłyszeliśmy o dramacie narodów
kaukaskich, kiedy latach 1943–1944, na rozkaz Stalina, w kilku falach
deportacji, w całości wysiedlono z Kaukazu do Azji Centralnej cztery narody:
Czeczenów, Inguszów, Bałkarów i Karaczajów. Pretekstem stała się kolaboracja z
Niemcami. Zdarzały się przypadki, że niechętni bolszewikom górale przyłączali
się do hitlerowców, którzy opanowali część Kaukazu z Elbrusem i szykowali się
do zajęcia pól naftowych Baku. Większość walczyła jednak ze wspólnym wrogiem w
szeregach Armii Czerwonej. Stalin, sam pochodzący z Kaukazu, chciał jednak
zdusić w zarodku wszelki bunt i nie dopuścić, by region kiedykolwiek powstał
przeciwko władzy radzieckiej. Deportacji nie przeżyła blisko 1/3 populacji
wysiedlonych narodów…
Kim są Karaczaje?
Karaczaje, to w przeważającej większości muzułmanie, choć
są oni spadkobiercami średniowiecznego państwa – Alanii, gdzie ożywioną
działalność misyjną prowadzili mnisi bizantyjscy. O chrześcijańskich wpływach w
dzisiejszej Karaczajo-Czerkiesji świadczą lepiej lub gorzej zachowane budynki
monastyrów (klasztorów). Oprócz islamu (którego rozwój wspierają bogate kraje
arabskie, w szczególności Arabia Saudyjska), wśród miejscowej ludności
powszechny jest też animizm czy inne praktyki pogańskie (składanie ofiar ze
zwierząt za zmarłych, wróżbiarstwo...). Dowiedzieliśmy się o nieco o geografii
Kaukazu, którego dumą są liczne pięciotysięczniki i oczywiście najwyższy szczyt
- Elbrus (5642 m n.p.m.). Poznaliśmy zwyczaje i kulturę Karaczajów, w tym ich
ludowy taniec - Lezginkę.
Dowiedzieliśmy się, że typową formą zawierania małżeństw jest „porywanie” przyszłej panny młodej przez rodzinę przyszłego pana młodego, po uprzednim uzgodnieniu zawartym przez dwie zainteresowane strony (rodziny). „Porwanie” jest swego rodzaju „nobilitacją” dla dziewczyny, oznacza, że jest ona atrakcyjna i ma swoją wartość. Jedną z ulubionych potraw (przysmak mężczyzn) wśród Karaczajów jest barani ogon.
Słyszeliśmy też o spustoszeniu jakiego dokonują wśród Karaczajów alkohol i narkotyki. Jednym z elementów pracy misyjnej jest zatem prowadzenie ośrodków dla uzależnionych. Około 50% uczestników terapii, uwalnia się od nałogu. Dokonuje się to poprzez żywą relację z Bogiem, a istotnym elementem terapii jest nauczanie Biblii i wskazywanie na Chrystusa, który powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę mówię wam, że każdy, kto dopuszcza się grzechu, jest niewolnikiem grzechu. (...) Jeżeli więc Syn obdarzy was wolnością, wówczas będziecie rzeczywiście wolni” (Jana 8:34-36).
Sytuacja chrześcijan w regionie jest trudna, budynki kościelne często doświadczają aktów agresji ze strony miejscowej ludności. Na koniec spotkania słuchaliśmy Psalmu 23 w języku karaczajskim.
Do zobaczenia na kolejnym spotkaniu z cyklu „Bliskie
spotkania z…”
Subskrybuj:
Posty (Atom)






